O zasoleniu Bałtyku kaszubska legenda

Morze Bałtyckie należy do najsłabiej zasolonych mórz na całym świecie - a to ze względu na stosunkowo niewielki przepływ naprawdę słonych wód z Oceanu Atlantyckiego, dość dużą liczbę wpadających do Bałtyku rzek niosących wodę słodką oraz niski poziom parowania wynikający ze względnie niskich temperatur w tej strefie klimatycznej. Teraz wiemy o tym zjawisku praktycznie wszystko, ale wieki temu słona woda w morzu budziła autentyczne zdziwienie. I jak to często w przypadku zetknięcia się z niezrozumiałym bywało, prosty lud znalazł własne wytłumaczenie. Oto wywodząca się ze średniowiecznych Kaszub legenda o tym, jak Morze Bałtyckie stało się słone.

W zamierzchłych czasach rybołówstwo było na Pomorzu zajęciem powszechnym. Każdy w jakiś sposób pomagał przy połowie - czy to wypływając na morze, czy to naprawiając sieci, czy to przygotowując złowione ryby do sprzedaży wędrownym kupcom bądź na targu w najbliższym mieście. Wielu rybaków zrzeszało się w tzw. maszoperie, aby w grupie móc wynegocjować lepsze ceny.

Lata, wieki wręcz mijały jednostajnym rytmem, aż zdarzyła się rzecz niezwykła. Jeden z Kaszubów po kryjomu wypłynął na nocny połów, gdyż jego rodzina ledwo wiązała koniec z końcem, a rybak nie chciał, aby zyskami z tej wyprawy musiał dzielić się z towarzyszami, do czego zobowiązywało go uczestnictwo w maszoperii. Jednak kiedy biedny rybak wyciągnął sieci na brzeg, okazało się że nie złowił dosłownie nic. Już miał posłać morskich bogów do wszystkich diabłów, kiedy dostrzegł mały przedmiot - spory młynek z solą. Kaszub zakręcił korbką i ku jego wielkiej radości z maszynki wyleciały kryształki najprawdziwszej soli. W tamtych czasach był to drogi, trudno dostępny surowiec.

Rybak czym prędzej zaniósł łup do chaty, gdzie szybko okazało się, że młynek jest magiczny: sól nigdy się nie kończyła. To całkowicie odmieniło życie szczęśliwego znalazcy i całej wioski. Solone ryby dłużej zachowywały świeżość, co pozwalało dyktować za nie znacznie lepsze dla Kaszubów ceny. Poza tym doprawiane solą potrawy były nie tylko smaczniejsze, ale i dużo pożywniejsze. Rybak który wyłowił cudowny młynek nie był zachłanny, chętnie dzielił się dobrodziejstwami swojego skarbu i pomagał wszystkim sąsiadom oraz wspólnikom.

Któregoś wieczoru do jego chaty zapukał młody, ledwo kilkunastoletni chłopak. Był brudny, głodny i krańcowo zmęczony - jak wytłumaczył rybakowi, płynął na statku, który rozbił się kilka dni wcześniej na mieliźnie. Chłopiec jako jedyny przetrwał katastrofę, nie wiedział jednak dokąd pójść. Dlatego szedł po prostu wzdłuż brzegu, licząc że znajdzie w końcu kaszubską wioskę gdzie będzie mógł poprosić o pomoc. Rybak nie zastanawiał się długo i zaprosił rozbitka do środka, dając mu łóżko i strawę, aby mógł nabrać sił przed wyruszeniem w dalszą drogę.

Jednak już przy kolacji nieznajomy chłopak dostrzegł, jak gospodyni domu przyrządza potrawy. Bardzo szybko zorientował się, że używany przez nią młynek z solą ma prawdziwie magiczne możliwości. Młodzieniec nie mógł zasnąć, jego myśli zaprzątała niezwykle kusząca wizja wielkiego bogactwa, jakie niechybnie zdobyłby będąc w posiadaniu tak cennego skarbu. W końcu chłopiec postanowił, że zabierze zaczarowany przedmiot i w najbliższym porcie wsiądzie na pierwszy lepszy statek, który zabierze go daleko od Kaszub i pozwoli mu rozpocząć nowe, dostatnie życie jako handlarz solą.

Chłopak jeszcze tej samej nocy zabrał młynek rybaka, wymknął się po cichu z chaty, wsiadł na konia i popędził przed siebie. Wczesnym rankiem młody złodziejaszek dotarł do miasta. Tam sprzedał rumaka za bezcen i zaokrętował się statek, który jeszcze tego samego dnia wypływał z portu na północ. Po kilku godzinach rejsu chłopiec wyjął magiczny młynek z tobołków, żeby przyjrzeć mu się dokładniej i wypróbować jego możliwości. Kiedy nabrał pewności, że trzyma w rękach prawdziwą maszynkę do robienia złota, młynek niespodziewanie ożył. Przedmiot wyskoczył chłopakowi z dłoni i zaczął skakać po całej łajbie. Na dodatek bez przerwy kręciła się korbka, rozsypując sól w każdym kącie okrętu.

Wystraszony młodzieniec próbował złapać i zatrzymać jakoś młynek z solą, jednak bez skutku. W końcu zaczarowana rzecz wyskoczyła za burtę - w krótkim czasie woda w Bałtyku stała się słona, gdyż młynek kręci się bez przerwy i nadal produkuje nieskończoną ilość soli.

Komentarze (2)

Anonim 25.08.2017 14:33

Dwóch chytrusów, i obu pokarało. Jeden się poprawił, ale i tak nie uchroniło go to przed złośliwością losu. Ciekawe jak by się to wszystko potoczyło, gdyby chłopaczek też dostał prawdziwą szansę - może wróciłby na Kaszuby z furą złota i dał rybakom prawdziwą wolność?

Anonim 24.10.2017 13:55

Ta kaszubska legenda o zasoleniu Bałtyku nawet mi się spodobała, ale zakończenie jest jednak trochę zbyt abstrakcyjne. Bardziej liczyłem na to, że statek zaginie lub zatonie.

Dodaj komentarz

Nasi partnerzy